Po plenerze malarskim w Stoczku Warmińskim (Klasztornym)

Czerwiec-wrzesień , Stoczek – Gdańsk 2011

  „Oby zapach tymianku i lawendy towarzyszył nam w drodze

Do tej prowincji, która nie wie, jak  jest szczęśliwa,

                                                       Bo została wybrana i nawiedzona,

Sama jedna pośród wielu zakątków ziemi.”

C. Miłosz, Pielgrzymując

Malarze wyjechali. Stoczek pozostał ten sam i wciąż inny! Wciąż będzie przyciągał pielgrzymów swoja aurą, tchnieniem historii, siłą sacrum! Stoczek pozostał i trwa jakby głębią swego stawania się – trochę jakby wbrew pędzącemu współczesnemu światu! Wobec ciężaru ruchu dobrze się zatrzymać i pozostać ze sobą u siebie. Tradycja zachodnia nakazuje człowiekowi zmierzać przed siebie, wędrować wciąż naprzód.  Navigare necesse est, wędrowanie jest ludzką koniecznością – śpiewał natchniony tradycją Homer. A jednak wdziera się i w nasze życie tradycja wschodnia, ale także tradycja prawdy chrześcijaństwa przypominająca o ludzkiej potrzebie zatrzymania się i ciszy. Różne są drogi do prawdy – trzeba pamiętać! Rozanow – religijny pisarz rosyjski, prowadzący z Cerkwią teologiczną wojnę  – pytał za innymi: co robić? I odpowiadał: iść do pobliskiego lasu, zatrzymać się, zamyślić, pozbierać grzyby, potem  usiąść, myśleć i dumać nad blaskami i nędzą ludzkiego losu! Zwłaszcza ta kontemplacja nad ludzką nędza dziś jest tak istotna! Spychana poza zasłony „kleptokalpitalizmu” (określenie Tonyego Judta). Nie ma dla niej miejsca we współczesnym  jednowymiarowym widzeniu  ludzkiego życia i to właśnie mocno zubaża  nasze konsumpcyjne istnienie, zarazem bardzo zafałszowując jego naturę, kiedy akcentuje się tylko egzystencjalne blaski bycia w świecie. Bardzo tę kwestię akcentował w swojej malarskiej pracy i podkreślał jako krytyk sztuki Józef Czapski – wielka postać duchowo-artystycznego życia w Polsce! Ale też i wielbiciel pisarstwa Rozanowa. Wszystkie postulaty rosyjskiego myśliciela można zrealizować i przeżyć w Stoczku! Myślę, że przebywający tam przymusowo kardynał Wyszyński musiał myśleć o ludzkiej nędzy w ciemnych latach pięćdziesiątych – duchowej nocy dla Polski. Ale przecież te noce mają i swoje światło, o które przede wszystkim chodzi człowiekowi! Ciemności nocy mogą wyzwolić nastawanie światła – jak swoim doświadczenie zaświadczał Św. Jan od Krzyża. Właśnie do-świadczeniem! W słowie do-świadczenie kryje się potężna moc życia. Oczywiście prawdziwym do-świadczeniem! Takim, w którym człowiek do-chodzi do –świadczenia, stając się i świadkiem światła i świata. Myślę, że takim świadkiem i świata i światła bywa i często jest malarz! To niezwykłe i świadczące o ogromnej duchowej dojrzałości Ojców Marianów, że trzymają się tak blisko artystów – właśnie z wyżej wymienionych powodów! Właśnie te coroczne malarskie plenery w Stoczku przybliżają do duchowego światła i samych przyjeżdżających malarzy ( duchową liderkę Danutę), ale i tych, którzy temu towarzyszą – okolicznych wiernych, przyjaciół klasztoru ( Państwa Koprów), okoliczne parafie np. z księdzem Michałem jako przyjacielem artystów, panią Wandą -  strażniczką piękna ogrodu! Tomkiem  -  przewodnikiem, ale i kochanymi  paniami w klasztornej kuchni!        

Duchowość jest atrakcyjna! Może i jest estetyczna! ale i sztuka może być i jest duchowa!  Są i dzisiaj wybitni interpretatorzy i krytycy sztuki, którzy przyznają się do tezy, że każda poważna i wielka sztuka musi być i jest religijna! Problem w tym, że w popularnym obiegu, ale też i akademickim myśl ta trafia gdzieś głęboko do lamusa refleksji.

Na koniec po plenerze zostają obrazy! Światło obrazów!  Swoiste ślady istnienia piękna, które pomaga i wierzyć w to, co jest i żyć jakoś pełniej. Istnieje stara żydowska tradycja mówiąca, że Bóg mówi do człowiek zawsze poprzez najrozmaitsze ślady istnienia – nigdy zaś wprost w postaci monologu.  

W  naszym przypadku Bóg mówi tajemnym językiem obrazu, językiem artystycznego znaku! Wszystko za sprawą śladów istnienia zobaczonych okiem malarzy: Jurka, Wojtka, Jowity, Teresy, Witka. Tę jednak kwestię zostawmy Ojcom do rozwagi. Zwłaszcza życzliwemu bardzo artystom Ojcu Grzegorzowi!   I przy tym wszystkim istnieje kwestia najważniejsza – swoista teologia twarzy obrazu! Kwestia stawiana przy okazji rozwoju współczesnej antropologii – nauki, która najwnikliwiej powinna badać i ludzki los i świat! Nauka ta przenosi twarz ludzką w przestrzeń obrazu. W obrazie spotykają się twarze artysty – tego, który widzi, a zarazem zawodowo i w przeznaczeniu potrafi zobaczyć to, co jest! Twarz  Stworzenia-świata –Boga – tego, który sprawił i ponawia swój gest stworzenia, czyniąc to, co jest nim właśnie tu oto –  co wyraża mocne łacińskie hic et nunc, ale i może się tu pojawić twarz odbiorcy! Potencjalnego świadka obrazu, świadka do-świadczenia świata – SWIATŁA! Świadka, który nawet niekoniecznie umie mówić o obrazie czy wyrazić swoje przeżycie na jego temat! I o tę twarz chodzi – twarz, która może widzieć światło! Zbigniew Mańkowski*, świadek z serdecznym pozdrowieniami i życzeniami świadectwa światła!

 

*Dr Zbigniew Mańkowski, krytyk sztuki

 
Logowanie