Czas uwięzienia oczyma Prymasa
bogumil
10/02/2010 09:59

1 stycznia 1954, piątek

Dziś doznaliśmy osobliwego "nawiedzenia". Na samym skraju ogrodu, pod lipami, dotarły do nas jakieś głosy muzyki i śpiewu. Poznajemy, że to śpiew kościelny, chociaż wydawało się, że to radio. Nigdy dotąd nie dotarł do nas żaden żywy, ludzki znak życia religijnego ze świątyni, która przylega do naszego więzienia. Powoli rozróżniamy melodię kolędy: "Pójdźmy wszyscy do stajenki". Śpiewa lud, towarzyszą organy. Przy bardzo pilnym nadsłuchiwaniu docierają do nas jedynie zrozumiałe słowa: "Coś się narodził tej nocy, byś nas wyrwał z czarta mocy". Śpiew słaby, odległość znaczna. Nigdy dotychczas nie dotarł do nas żaden śpiew kościelny, choć nieraz słyszymy dzwonek, wzywający na Mszę świętą. Obydwaj promieniejemy. Przecież jesteśmy ludźmi Kościoła. Radością naszą jest służba Boża, modlitwa z ludem; bodaj tej wspólnej modlitwy brak nam najwięcej. Ten znak wspólnej modlitwy, to największa radość naszego „Bożego Narodzenia”.

Stefan Kard. Wyszyński „Zapiski Więzienne”

 
Logowanie