Czas uwięzienia oczyma Prymasa
bogumil
10/02/2010 09:59

5 października 1954, wtorek

Ogród był naszą wielką pociechą. Całą zimę byliśmy obydwaj "brygadą" walczącą z zaśnieżeniem uliczek. Praca ta pochłaniała wiele naszej energii. Karmiliśmy ptactwo "w stołówkach" na tujach i na dachu ganku. Wiosna była rozkoszna: pierwiosnki (przebiśniegi) zadziwiały swą siłą, przebijającą twardą skorupę lodowych gór; przylaszczki, barwinki ukwieciły z kolei łąkę, która na jesieni wyglądała jak śmietnik. Gdy zakwitły żółte mlecze i drzewa owocowe, był to obraz niezapomniany. Rozkochaliśmy się w szpakach, których troski macierzyńskie i pedagogika społeczna, a zwłaszcza obżarstwo młodego pokolenia - zdumiewały nas.Tyle zapału spożywczego, tyle wymownej prośby w rozwartych dziobkach, tyle wysiłku zaopatrzeniowego może posłużyć za temat do rozważań na długie godziny. - Ile można zobaczyć na zamkniętym odcinku ziemi, gdy człowiek zmuszony jest patrzeć tylko na "krótką" metę, przekonałem się dopiero w Stoczku. Jeśli taki maleńki skrawek ziemi jest tak bogaty w życie, cóż mówić o globie? 

Od góry:

U góry: Altana przez którą ks. Prymas wychodził na ogród.

 

Stefan Kard. Wyszyński „Zapiski Więzienne”

 
Logowanie