Świadectwo Ks. S. Skorodeckiego o pobycie w Stoczku Klasztornym
bogumil
29/01/2010 00:43

Ks. Stanisław Skorodecki (1919-2002) współwięzień w okresie internowania ks. Prymasa Wyszyńskiego w Stoczku Klasztornym we wspomnieniach pt. „Jestem świadkiem” ( z dnia 14.04.2002) tak charakteryzuje to miejsce:

Stoczek to był stary klasztor, opustoszały, mieszkał tam w jednym pokoju ksiądz diecezjalny czy zakonnik. Był tam obraz Matki Bożej łaskami słynący na Warmii i na Mazurach. Myśmy tego wszystkiego nie wiedzieli. Byliśmy odizolowani absolutnie. Klasztor był odcięty, ksiądz był w szpitalu, potem go wysiedlili gdzieś na wieś. Otoczyli klasztor podwójnym murem. Podnieśli mur do wysokości drugiego piętra. Drzewa, jak to stare przy dworach, przy klasztorach otoczyli drutami kolczastymi. Reflektory lepsze niż drużyny sportowe mają na stadionach, dzień i noc paliły się. Na zewnątrz warty, budki wartownicze żołnierzy rozmieszczone co paręnaście metrów. Obserwowali dom, zainstalowali łączność podsłuchową, podglądową. To co mówię teraz wiem od żołnierza, który dzisiaj jako starszy pan ma dwóch synów księży. Miałem rekolekcje w tej parafii po latach i on mi to wszystko opowiedział. Oni byli od przygotowania obiektu, no i znaleźli pod listwą w celach jakieś kable, poszli pytać porucznika czy to też mają zrywać. "A nie, nie to jest aparatura, bo tu będzie szkoła szpiegów, tu szpiedzy będą przygotowywani, to jest aparatura potrzebna". W każdej celi pod podłogą były podsłuchy. To co wspomniałem, obielone ściany, smuga, podsłuchy w koło. Podsłuchy były nawet w lampie, w takiej szerokiej lampie. W ogrodzie wytoczyli nam ścieżkę wśród tych chaszczy. Na jednym drzewie zauważyliśmy jakieś druty, stare kable, bo niby był to zniszczony ten ogród. I któregoś dnia ksiądz prymas powiada: "Wiesz ja bym nie był taki pewny, czy to też nie są jakieś kable. Akurat ta ścieżka została wytyczona. Zmieńmy sobie ścieżkę. Wychodźmy sobie tam równolegle dalej, tam jest mniej tej trawy, tego nieładu." I zaczęliśmy chodzić tą ścieżką. Wychodzimy któregoś dnia i ksiądz prymas mówi: "Popatrz Stasiu". Patrzę w stronę, w którą patrzy prymas, ale nic nie widzę. Ksiądz prymas się śmieje i mówi: "Nie widzisz nic?" No mówię: "Nie widzę". "A wierzysz, że krasnoludki są na świecie?" Żartował często i ja mówię: "No tak mówią, bajki takie są". Ojciec mówi: "To chodźmy i zobacz". Podeszliśmy pod drzewo, na którym byłe te kable przeniesione z tamtego drzewa przypadkowego. To już wszystko było jasne i zrozumiałe. W oknach strychu były dwa karabiny maszynowe. Aparatura tak działała. To właśnie żołnierze byli posłani, żeby sprawdzić czy nie zardzewiało i zobaczyli, że po ogrodzie chodzi prymas, a nie żadni szpiegowie. I stąd po roku ze Stoczka trzeba było prymasa zabrać, bo się już rozniosło. Dowiedziałem się o tym po latach kiedy byłem na rekolekcjach w Dąbrowie Tarnowskiej proboszcz powiada: "A to jeden z tych panów co was pilnowali, chciałby z księdzem porozmawiać". I on mi tych wiele spraw z tego czasu wtedy powiedział. Aparatura była tak jeszcze urządzona, że kiedyśmy chcieli otworzyć okno, przekręcaliśmy klamkę, zapalało się w centrali światełko i szedł sygnał do żołnierza na warcie za murem A5. I żołnierz, który miał A5 już patrzył w to okno bez przerwy co będzie. Otwieraliśmy klamkę do ubikacji czy na korytarz zapalało się światełko w centrali. Oni tylko nad tym siedzieli i zwracali uwagę na drzwi czy ktoś wychodzi z tej celi czy z tamtej celi. Więc tak było to urządzone. W Prudniku już było centralne ogrzewanie, bardziej nowoczesny klasztor, ale w Stoczku, piece prawie niesprawne były, więc było bardzo zimno. Woda była tylko zimna. Cały czas nie było żadnej innej możliwości.

U góry: Wpisy współwięźniów ks. Prymasa do Księgi Pamiątkowej; ks. Skorodeckiego i Leonii Graczyk.

 
Logowanie